Armida wyruszyła szukać lodowego tygrysa, czarodzieja, który jako jedyny mógł zdjąć klątwę z jej kraju i przywrócić wiosnę. Jednak jego zamek był daleko, a przed nią rozciągały się białe i nieskończone pola pełne śniegu. Armida była zmarznięta do kości, wiatr wiał jej w twarz i ją spowalniał, a do tego zapadała się w śniegu, którego z każdą chwilą przybywało.
– Gdyby tylko można było szybko przejść przez zaśnieżoną równinę. – westchnęła dziewczyna. – Boję się, że zamarznę, zanim tam dotrę.

Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiły się wilki. Przybiegły zaprzężone do sań i zawołały do Armidy: – Armido, nie rozpaczaj. Przyszliśmy ci się odwdzięczyć za to, że nakarmiłaś nas zimą. Wsiadaj na sanie, a my cię przewieziemy na koniec równin.
I tak wilki przewiozły życzliwą księżniczkę przez długie śnieżne pole. Przy przepaści, która ciągnęła się, jak okiem sięgnąć, i była tak szeroka, że żadne żywe stworzenie nie mogłoby jej przeskoczyć, wilki się pożegnały i rozbiegły się w różne strony.
Armida smutno patrzyła na głębię, która przed nią otwierała swoje gardło.
– Ach, gdybym tylko miała skrzydła jak ptak, mogłabym ją łatwo przelecieć.
Nagle nad głową usłyszała klekot bocianich dziobów.
– Armido, lecimy ci na pomoc! Za to, że nie pozwoliłaś nam zamarznąć w stawie i ogrzałaś nas, przeniesiemy cię na drugą stronę!
Dwa bociany złapały Armidę za ramiona i przeniosły ją przez przepaść.
– Dziękuję wam, bociany.
– Nie ma za co, dziewczyno. Powodzenia. – życzyły jej bociany i odleciały.
Na Armidę czekało jezioro. Na szczęście było zamarznięte. Armida założyła łyżwy, które podarował jej kupiec za uratowanie jego córki, i stanęła. Ledwo się jednak odepchnęła, poślizgnęła się i usiadła tyłkiem na twardy lód.
– Auć, to trudniejsze, niż się wydaje.
Armida podniosła kij, aby móc się podpierać. Ale po chwili już go nie potrzebowała, ponieważ nauczyła się stać na łyżwach i jechać. Ruszyła po lodzie. Jak tak sunęła, przed nią zaczął się pojawiać wyspa z zamkiem. Była prawie u celu.
Dojechała na wyspę, tam zmieniła buty i ruszyła do zamku. Zapukała do drzwi, ale nikt się nie odezwał. Tylko drzwi same zaskrzypiały i się otworzyły. Armida weszła do środka. Korytarze zaprowadziły ją aż do sali tronowej, gdzie na tronie siedział tygrys.
– Czego tu chcesz? I jak się tu dostałaś? – warknął tygrys.
– Jestem Armida i przyszłam uratować nasze królestwo. Przywróć do niego znowu Wiosnę, proszę.
– To kara za to, że Król z żołnierzami wiele lat temu zwabili mnie w pułapkę i zostawili tam, bym zamarzł w bryle lodu. Kara się należy.
– Nie karz jednak wszystkich. Przecież cierpią też niewinni ludzie i zwierzęta. A właściwie, czemu nie zamienisz się w Króla?
Tygrys zawarczał. W końcu prychnął i przyznał: – Nie wiem jak. Zapomniałem, jak się przemienić z powrotem przez te lata, kiedy byłem kostką lodu.
Armida opowiadała tygrysowi, co widziała w drodze tutaj, jak pomogła zwierzętom i ludziom, i jak jej za to podziękowali. Dzięki nim dotarła aż tutaj.
– Przyszłaś taką daleką drogę, żeby prosić mnie o Wiosnę?
– Przyszłam także z twojego powodu. Nadal jesteś moim prezentem, który dostałam na urodziny. – uśmiechnęła się Armida.
– Tak, prezent. – zaśmiał się tygrys. – Dobrze więc, przywrócę wiosnę twojej ziemi. Bez ciebie byłbym wciąż tylko kostką lodu.
Tygrys zamachał ogonem i wysłał czar, który dotarł aż do ziemi Księżniczki Armidy. Roztopił cały lód i śnieg, pozwolił słońcu wyjrzeć zza chmur i pozostawił po sobie ciepło oraz wiosenne kwiaty.
– Zostaniesz tu teraz ze mną i staniesz się moją narzeczoną. W przeciwnym razie zima powróci do twojego królestwa.
– Dobrze więc.
Wkrótce odbył się dziwny ślub. Księżniczka Armida poślubiła lodowego tygrysa. Gdy go pocałowała, przemienił się w pięknego młodzieńca. Tylko jego tygrysie oczy pozostały. To były te oczy, dla których Armida wtedy pozwoliła mu rozmarznąć z lodu. Uroczystości trwały jeszcze tydzień, a Lodowy Tygrys postanowił, że w jego królestwie będą się zmieniać cztery pory roku – wiosna, lato, jesień i zima. Ponieważ wszystkie są równie piękne i łaskawe jak jego ukochana Księżniczka Armida.
I tak razem Lodowy Tygrys i Armida żyli szczęśliwie i zadowoleni aż do śmierci.