Na początku maja rodzina Tarnowskich miała swoją tradycję – wszyscy jechali do babci na wieś, by pomagać jej sadzić ziemniaki. Przyjechali tam również Adam z siostrą Klarą, ich rodzice, kuzyn Piotr z rodziną oraz inni krewni.
Adam nie lubił Piotra. Piotr ciągle go wyśmiewał i robił mu na złość. Raz uciekły mu pisklęta i winę zwalił na Adama, innym razem rozbił szklankę z mlekiem i też powiedział, że to Adam.

Nic więc dziwnego, że chłopiec miał go serdecznie dosyć. A że Piotr był o głowę wyższy, cięższy i chodził już do dziewiątej klasy, Adam się go bał.
Kiedy Tarnowscy dotarli do babci, wszyscy byli już na polu. Szybko się przebrali i dołączyli do reszty. Dorośli wykopali w ziemi dołki, a dzieci miały wkładać w nie ziemniaki i zasypywać je ziemią. Gdy dorośli skończyli pracę i poszli coś zjeść, dzieci zostały same.
“Urządzimy wyścigi!” – zaproponował Piotr. “Podzielimy się na dwie drużyny. Kto pierwszy obsadzi cały rząd, ten wygrywa. Przegrani sadzą jeszcze trzeci rząd, a zwycięzcy idą odpoczywać nad rzekę.” Adamowi aż zabłysły oczy. Gdyby wygrał, mógłby wreszcie odegrać się na Piotrze. Dzieci zgodziły się i podzieliły na dwie grupy. Jednak choć Adam robił, co mógł, Piotr był szybszy. Po pół godzinie krzyknął, że skończył. “To niemożliwe!” – jęknął Adam. “My nie jesteśmy nawet w połowie!”. I znów przegrał.
Jednak w sierpniu, kiedy rodziny znów przyjechały, żeby wykopać ziemniaki, wszystko wyszło na jaw. Okazało się, że Piotr przez cały czas oszukiwał! Wcale nie wkładał ziemniaków do dołków – tylko po prostu je zasypywał.
Porządnie mu się za to oberwało, a gdy zobaczył, że wyrosło mu najmniej ziemniaków ze wszystkich, zrobiło mu się naprawdę głupio. A dla Adama była to najlepsza i najsprawiedliwsza zemsta.