Malowane światy

Wyobraźnia to wielki skarb. Jest ogromna jak wszechświat i tak jak on, nieskończona. Benjamin od zawsze uważał się za chłopca obdarzonego wyjątkowo bujną wyobraźnią. To co wydarzyło się pewnego popołudnia zaskoczyło jednak nawet jego.

Chłopiec namalował obraz łąki a gdy go dotkną ku swojemu wielkiemu zdumieniu odkrył, że znalazł się w środku! Zobaczył znajome kwiaty i stertę kamyków, którą przecież niedawno sam narysował na płótnie! Nagle Benjamin usłyszał czyjś dźwięczny śmiech i cichą rozmowę:

– Muszę koniecznie zadbać o figurę, naprawdę już za bardzo utyłam w łodyżce – westchną cienki głosik.

– Co ty opowiadasz?! – zaprzeczył inny, równie cieniutki i słodki. – Wyglądasz nieziemsko. Za to ja zupełnie nie wiem co robić z płatkami, zawsze marzyłam o płomiennej czerwieni a żadna farba nie chce się ich trzymać. Wypadam strasznie blado na waszym tle – westchnął zrezygnowany głos.

– Biały to całkiem ładny kolor – wtrącił się ktoś trzeci.

– Kto to mówi? Kto tu jest? – zapytał lekko przestraszony Benjamin.

– My tu jesteśmy – odpowiedziały cienkie głosiki chórem. Chłopiec rozglądał się ale nadal nikogo nie dostrzegł. – Tu! Spójrz w dół! – podpowiedział ktoś. Benjamin spuścił wzrok na ziemię i dostrzegł kwiaty machające do niego swoimi listkami jak małymi dłońmi.

– Wy mówicie? – zdziwił się chłopiec. – Przecież kwiaty nie mówią..

– Phi – parsknęła piękna jasnoróżowa Kamelia dumnie strosząc płatki. – Też mi coś. Większej bzdury dawno nie słyszałam – stwierdziła rzeczowo.

– Ale jak to możliwe? – dziwił się Benjamin.

– Tak po prostu – odparła pomarańczowa Gerbera poprawiając sobie listki a mała, biała stokrotka zawtórowała jej kiwając główką z takim zapałem, że aż zatrzęsły się jej płatki.

– Ale ja nigdy nie słyszałem żeby jakiekolwiek kwiaty umiały mówić.. – upierał się Benjamin.

– Oj chłopcze, chłopcze. Wy ludzie jesteście tacy przewidywalni… – orzekła z westchnieniem Kamelia. – Może i nie słyszałeś żeby kwiaty rozmawiały ale to, że ktoś milczy wcale nie oznacza, że nie potrafi mówić, prawdaaa? – ostatnią sylabę przeciągnęła z przekąsem i spojrzała z ukosa na Benjamina. – Czy przez całe życie naprawdę nie przyszło ci do głowy, że po prostu się do ciebie nie odzywamy? – zapytała wdzięcznie wysuwając listki do słońca.

– Hmm – zastanowił się Benjamin. – A dlaczego się nie odzywacie?

– A po co miałybyśmy się odzywać? – zdziwiła się Gerbera. – Same najlepiej znamy się na własnych sprawach a z ludźmi właściwie nie mamy o czym rozmawiać, poza tym rzadko słuchacie kogokolwiek, nawet siebie nawzajem. Mógłbyś nie zasłaniać słońca kochanieńki? – zapytała ze zmartwioną miną wyginając się by złapać złociste promienie. Benjamin przesuną się tak, żeby nie rzucać cienia na kwiaty. Chłopiec postanowił odejść i zwiedzić resztę świata z obrazu jednak zdołał postawić zaledwie kilka kroków kiedy dobiegł go przerażony głos gdzieś z dołu:

– Uważaj pan! Gdzie mi z tym butem!? – ktoś krzyknął zdenerwowany. Benjamin zatrzymał się w pół kroku i cofnął nogę. Przyjrzał się trawie i zauważył sporych rozmiarów chrząszcza z łopatą w jednej z kończyn.

– Och przepraszam, nie zauważyłem pana – tłumaczył się Benjamin.

– Patrz trochę pod nogi chłopcze. To, że jestem mniejszy nie znaczy, że można mnie ot tak po prostu zgnieść – stwierdził nadąsany.

– Oczywiście, że nie – przytaknął chłopiec. – Zapewniam, że nie miałem takiego zamiaru. Jestem Benjamin – przedstawił się siadając na trawie.

 – Ja jestem Chrząszcz – odparł zwięźle owad, nadal nieco zagniewany i zabrał się do przerwanej pracy. Zawzięcie zasypywał dołek w ziemi.

– Hmm, co pan robi? – zapytał zaciekawiony Benjamin.

– Jak to co? Zasypuję dołek – stwierdził Chrząszcz rzeczowo i z zapałem przydeptał maleńkimi odnóżami zasypany już otwór. Odszedł kilka kroków i ku wielkiemu zdziwieniu chłopca zaczął wykopywać w ziemi dziurę.

– A po co pan kopie kolejny? – Benjamin zmarszczył brwi.

– Żeby go zasypać – odparł Chrząszcz.

– Ale panie Chrząszczu po co kopać dołek a za chwilę go zasypywać i kopać następny? Przecież to zupełnie nie ma sensu – dziwił się Benjamin. Owad przerwał pracę, oparł się o swoją łopatę, przekrzywił głowę i spojrzał z ukosa na chłopca.

– Widzisz ten głaz? – zapytał wskazując na mały kamyk leżący nieopodal w trawie.

– Pewnie, że widzę – przytaknął Benjamin kiwając głową. – I co z tego?

– A teraz go widzisz? – zapytał podchodząc do kamienia i siadając na nim tak, żeby go zupełnie zakryć.

– Nie widzę, bo pan na nim siedzi panie Chrząszczu.

– Ano właśnie – stwierdził triumfalne. – A czy to, że go nie widzisz sprawia, że go tam nie ma? – zapytał.

– No nie, cały czas tam jest tylko po prostu go nie widzę – odpowiedział Benjamin po chwili zastanowienia.

– Dokładnie chłopcze. Tak samo jest z sensem. To, że ty go w czymś nie widzisz wcale nie oznacza, że go tam nie ma.

– No więc jaki ma sens bezustanne kopanie i zasypywanie dołków, hmm? – zapytał rozdrażniony Benjamin splatając ręce na piersi.

– Ależ zasadniczy – stwierdził Chrząszcz. – Spulchniam ziemię mój drogi chłopcze. Dzięki temu roślinom łatwiej się rośnie. A teraz proszę nie przeszkadzaj mi już, bo mam przez ciebie opóźnienie aż o trzy dołki!

Benjamin mrugnął powiekami i nagle znalazł się we własnym pokoju. Przez chwilę był nieco zdezorientowany, wydawało mu się, że miał jakiś nadzwyczaj dziwny sen jednak kiedy popatrzył na obraz, który namalował wszystko mu się przypomniało. Może tym razem namaluje kosmos i zaprzyjaźni się z obcymi? Albo wyruszy w morską podróż wielkim okrętem?

5/5 - (2 votes)

Wstaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.