Psoty skrzatów

Było to pewnej nocy, gdy wszyscy już spali. Zebrała się paczka pięciu skrzatów. To nie były zwykłe skrzaty, tylko takie maluchy, które ciągle robią psoty. Tej nocy wyjątkowo się nudzili, więc zorganizowali konkurs. Kto wymyśli największą psotę, ten wygra.

Pierwszy skrzat, Rozrabiak Zielony, zwołał pod okno pewnego śpiącego domu kilka psów i rozszczekał je. W oknie zapaliło się światło, wychyliła się Babcia i przegoniła psy.

Bajka do czytania - Psoty skrzatów
Psoty skrzatów

– No, spać mi tu, psiaki. Przecież jest noc — powiedziała i zamknęła okno.

Skrzat Ruśnik powtarzał to jeszcze kilka razy. Babcia za każdym razem otwierała okno i wyrzucała psom coś do jedzenia. – Z pełną buzią chyba nie będą szczekać… – pomyślała sobie. W końcu skończyło się tak, że lodówka świeciła pustkami. Najedzone psiaki zasnęły, a babcia w końcu też mogła pójść spać. Jutro będzie musiała wybrać się do miasta na zakupy, bo w domu nie zostało jej już nic do jedzenia. Wszystko to rzuciła psom.

Skrzaty zrywały boki ze śmiechu. Przyszła kolej na drugiego skrzata. 

– Patrzcie, chłopaki – powiedział skrzat Betonek Szaraczek i pobiegł do głównej drogi, gdzie czarodziejską łopatką wykopał kilka dołków. 

Każde auto, które tamtędy przejeżdżało, podskakiwało, jak tylko koło wpadało do dołka. Kierowcy się złościli i próbowali omijać dołki. Ale skrzat Betonek narobił tam tyle dołków, że gdy auto omijało jeden, wpadało w drugi.

Skrzaciki śmiały się i śmiały. Przyszła kolej na trzeciego skrzata. 

Skrzat Blikawiec Czarny przez chwilkę polatał wokół drucików. Nagle wszystkie światełka kilka razy zamrugały. Na moment zgasły, a potem znowu się zapaliły.

– Dobranoc, kochani ludzie! – zawołał skrzat Migotek i zgasił wszystkie elektryczne światełka. Ludzie, którzy jeszcze nie spali, tylko na przykład oglądali telewizję albo coś sobie czytali, patrzyli, co się dzieje. Ludzie, którzy pracowali w nocy, nie widzieli, co mają robić. Pan doktor w pobliskim szpitalu właśnie chciał komuś zrobić zastrzyk, ale zamiast tego wbił igłę w poduszkę.

– Dzień dobry, ludzie! – zawołał skrzacik Migotek przez łzy śmiechu i znów się rozbłysnął. 

Światła znowu świeciły, telewizory znowu grały, pan doktor wziął nowy zastrzyk dla chorego i tym razem trafił. Ludzie znowu wrócili do swoich zajęć.

Skrzaciki tarzały się po ziemi ze śmiechu. Przyszła kolej na czwartego skrzata-psotnika. Mówili na niego Niebieski Huk. Jak niebieski cień zlatywał do kominów i tam dmuchał, aż ludziom w domach huczało. I tak właśnie Huk przeszkadzał ludziom spać i robił meluzynę. 

Skrzaciki się śmiały. 

– Teraz twoja kolej, skrzacie w pomarańczowym! – wołały na ostatniego skrzata, który był nowy wśród nich. – Jak masz na imię? Jakiś jesteś malutki. Czy ty w ogóle umiesz zrobić jakąś wielką psotę?

– Ja jestem Śpiochuś Srebrny. A całe miasto potrafię obudzić jednym wybuchem. To znaczy, machnięciem.

Skrzaty śmiały się z jego przejęzyczenia. To bardzo zdenerwowało Śpiochusia i zaczął czarować. Może był trochę zdenerwowany. Może pomylił zaklęcia. Ale zamiast wielkiej armaty, która strzela najgłośniejszymi fajerwerkami, skrzatowi udało się wyczarować tylko malutką lampkę. Taką, jaką ludzie stawiają na stole, żeby widzieć lepiej przy pisaniu albo czytaniu.

Skrzaty zaśmiewały się do rozpuku, aż prawie popękały im buźki. Ale Śpiochuś tylko machnął ręką.

– Proszę się uspokoić, kochaniutkie dzieciaki — powiedział. — Ta lampka na pewno coś potrafi. I to coś bardzo psotnego.

– A może po prostu świecić? — zapytał Betonek i aż musiał się podeprzeć swoim magicznym szpadelkiem, żeby nie upaść ze śmiechu.

– Patrzcie, chłopaki — nie ustępował Śpiochuś, wskoczył z lampką do okna najbliższego domu i zaświecił nią na śpiącego tatę.

Nagle, zamiast cienia na ścianie, pojawił się film jak w telewizji. W tym filmie występował ten śpiący tata! A gonił go ogromny, gumowy miś.

– Co to jest? – dziwiły się skrzaciki. – Ta twoja lampka pokazuje nam to, co ludziom się śni w nocy. Ale super!

Skrzaciki były tym zachwycone. Ale Śpiochuś też był zdziwiony. A czy odkrywanie ludzkich snów to na pewno psikus? No, może się zdziwicie, ale tej nocy skrzaciki śmiały się najbardziej ze wszystkich swoich przygód.

Wyświetlali sobie film o tym, jak mamie śniło się, że zaparkowała samochód i nie wiedziała gdzie. Ale szybko zaczęło ich to nudzić, bo mama wciąż chodziła po parkingu i ciągle nie mogła znaleźć swojego auta. Babci śniło się, jak chciała z apetytem ugryźć kawałek tortu, ale wtedy wypadły jej wszystkie zęby. Dziadkowi z kolei śniło się, że jego pies zjadł drożdże, spuchł jak balon, nadął się i odleciał jak balonik z jarmarku. 

Dzieci też miały bardzo wesołe sny. Jasiowi z naprzeciwka śniło się, że babcia smaży mu naleśniki nie na kuchence, tylko na śmietniku. A Ani śniło się, że z jej taty zrobiła się śpiewająca wróżka.

Skrzaty śmiały się tak bardzo, że jeszcze przez dwa dni bolały je buzie i brzuszki od śmiechu. Podglądanie ludzkich snów okazało się niezłą psotą. Przecież sny to były tylko ich tajemnice i oglądali je jak w kinie. I tak Śpiochuś został ogłoszony zwycięzcą konkursu na największego psotnika. 

A wy? Czy też mieliście kiedyś bardzo śmieszny sen, który na pewno rozbawiłby skrzaty?

3.6/5 - (18 votes)

Navigácia príspevkov

Wstaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *