Łukasz i Lenka bardzo cieszyli się na Wielkanoc. Świąteczną atmosferę poczuli już podczas malowania jajek w szkole, ale prawdziwy szczyt emocji nadchodził dopiero w Wielkanocny Poniedziałek.
Tyle że… cieszył się głównie Łukasz. Lenka ani trochę. Bo która dziewczynka cieszy się na poniedziałkowe polewanie? Znów będzie cała mokra, a chłopcy będą się z niej śmiać.

Dlatego postanowiła zawrzeć z bratem umowę. Łukasz nie będzie jej oblewać, a w zamian Lenka odda mu swoje oszczędności ze skarbonki.
Łukasz był niechętny, ale w końcu się zgodził. Interes to interes. W poniedziałek rano bardzo trudno było mu się powstrzymać przed wbiegnięciem do Lenkiniego pokoju i wylaniem na nią szklanki zimnej wody. Ale się opanował. Opanowywał się przez cały dzień.
A Lenka wcale mu w tym nie pomagała – drażniła go i naśmiewała się z niego. Łukasz zagryzał zęby i wytrzymywał. Ze smutkiem patrzył przez okno, jak chłopcy z wiadrami biegają po osiedlu, i słuchał dziewczęcych pisków za ścianą. Cóż to za Wielkanoc bez śmigusa-dyngusa? Żadna! Tak się nie da! Co prawda oblał chociaż mamę, ale to nie to samo.
Wieczorem bliźniaki położyły się spać. Lenka zasnęła od razu, ale Łukasz wiercił się i wiercił. W końcu nie wytrzymał. Wstał, poszedł do łazienki, wziął wiadro, w którym mama prała tacie skarpetki i ruszył prosto do pokoju Lenki. Na pewno już wiecie, co zrobił. Wylał całą zawartość na śpiącą siostrę.
Rozległ się potworny krzyk. Lenka o mało nie dostała zawału, a mama z tatą wpadli do pokoju przerażeni. Łóżko było mokre, Lenka była mokra, a wszędzie walały się tatowe skarpetki.
Ale żebyście się nie martwili – Łukasz był przynajmniej uczciwy.
Oddał Lence pieniądze, którymi próbowała go przekupić.