Był początek kwietnia i śnieg już całkiem się roztopił. Rodzina saren Bambich przebywała zwykle w lesie, lecz teraz i oni chcieli wybiec na łąki nad wioską.
Chcieli nazrywać świeżej trawy i poturlać się w niej. Mama Bambi ostrzegała syna: “Bambi, gdy zechcesz wyjść z lasu, musisz mi powiedzieć. Zawsze pójdziemy razem. Nigdy nie wolno ci iść samemu. Mógłbyś natknąć się na ludzi, a ci czasem potrafią zwierzątkom zaszkodzić.”

Bambi nie rozumiał, ale posłusznie kiwnął głową. Do czasu. Pewnego dnia mama spała, a Bambi bardzo się nudził. „Tylko zajrzę, tylko troszeczkę” – pomyślał. I wyszedł zza drzewa. A potem szedł dalej i dalej, aż przeszedł łąkę, którą znał ze spacerów z mamą. Wreszcie ocknął się, że nie wie, gdzie jest. Nie znał tego miejsca!
“Mama! Mama!” – chciał zawołać. Bał się. Nagle usłyszał głosy. Ludzie! Dokładnie o nich mówiła mama. Ale ci byli jacyś mali. Mieli cienkie głosiki i śmiali się. Bambi pomyślał, że na pewno mu nie zaszkodzą.
Podbiegł do dzieci, które siedziały na pniu i bawiły się piłką. Wyskoczył z krzaków tak nagle, że przestraszył je, a sam odskoczył. Chwilę patrzyli na siebie w bezruchu. Jedna dziewczynka wyciągnęła rękę i pogładziła Bambiego po pysku. Jemu się to spodobało.
Ale w tej samej chwili zobaczył mamę, stojącą na pobliskim pagórku. Patrzyła surowo. “Oj, mamo!” – pomyślał. I pobiegł za nią, a ta porządnie go zrugała. Przecież jej nie posłuchał!