Piotr i Marek byli nierozłącznymi przyjaciółmi. Po lekcjach prawie codziennie grali w piłkę na szkolnym dziedzińcu – mimo że nauczycielki i pani dyrektor wielokrotnie ich ostrzegały, że mogą wybić szybę w domu pana woźnego.
A ten woźny – powiedzmy to wprost – budził respekt nawet w dorosłych. Był surowy, ponury i ciągle na coś narzekał.

Chłopcy nie słuchali ostrzeżeń. W środę po lekcjach znów kopali piłkę – i stało się! Piłka trafiła prosto w okno woźnego. Przerażeni uciekli, ale wcześniej wpadli jeszcze po piłkę. Przecież nie mogli zostawić dowodu rzeczowego! Marek dobrze wiedział, co się z tym wiąże – jego mama była policjantką.
Następnego dnia zaczęło się śledztwo. Dyrektorka chodziła po klasach i wypytywała uczniów. Kiedy zapytała Piotra i Marka, obaj zaprzeczyli. A Marek dodatkowo skłamał: “Widzieliśmy Lenkę z 5.C. Miała piłkę w rękach.” Lenka rzeczywiście była na dziedzińcu, ale dopiero wtedy, gdy okno było już rozbite, a chłopcy uciekali. Została wezwana do dyrekcji, a woźny zaczął na nią krzyczeć.
Piotr nie wytrzymał. Był przecież dżentelmenem! Nie pozwoli, by jakaś dziewczynka cierpiała za jego winy. Zmusił Marka i razem się przyznali.
Sprawa – jak powiedziałaby mama Marka – została zamknięta. Chłopcy przez tydzień kosili u woźnego trawę, a do tego musieli dołożyć się do zakupu nowej szyby.