Żyli sobie raz król i królowa, którym miało się wkrótce narodzić dziecko. Oboje się na nie cieszyli i już teraz planowali, jak piękne życie mu przygotują.
Pewnego dnia królowa spacerowała po ulicach miasta. W spokojnych rozmyślaniach przerwała jej Cyganka, która podbiegła do niej zza rogu.
„Dajcie, dajcie, panienko, powróżę wam przyszłość!”

Królowa najpierw się nie zgadzała, lecz w końcu zwyciężyła ciekawość.
Wyciągnęła do Cyganki rękę i słuchała.
„Urodzisz syna, panienko, pięknego, zdrowego syna…”
Królowa się ucieszyła, Cyganka jednak mówiła dalej.
„Twój syn jednak uczyni cię bardzo nieszczęśliwą, bo poślubi Cygankę.”
Królowa zbladła! Z Cyganką? Nigdy! Nigdy w życiu jej syn nie ożeni się z Cyganką! Znajdzie sobie piękną i bogatą księżniczkę!
Królowa wyrwała Cygance rękę i pobiegła do zamku, aby wszystko opowiedzieć królowi. Ten ją pocieszył:
„Nie bój się! Wszystkich Cyganów każę wypędzić z królestwa! Nie zostanie tu ani jedna cygańska dziewczynka, w której mógłby się zakochać nasz syn.”
Jak król powiedział, tak też uczynił. A jeszcze tego wieczoru królowi i królowej urodził się syn.
Po dwudziestu latach, gdy książę dorósł, nie było w królestwie ani jednej cygańskiej dziewczynki, wszystkie cygańskie rodziny król kazał bowiem wypędzić z królestwa.
A jednak książę zakochał się w Cygance. Była to dziewczynka, którą matka zostawiła przed drzwiami starej kościelnej. Ta zatrzymała dzieciątko i odeszła z nim mieszkać do lasu, gdzie je wychowała. Bała się, że gdy król dowie się o dziewczynce, zabierze jej ją.
Książę spotkał tę dziewczynkę nad brzegiem studni, gdzie siedziała i zaplatała swoje długie czarne włosy. Od razu się w niej zakochał i przywiózł ją do domu.
Zaprawdę, los nie okłamał. Cygańska miłość i tak go odnalazła.
Jedyne, w czym jednak wróżba się myliła, było to, że ich miłość uczyni królową nieszczęśliwą. Królowa przyzwyczaiła się do swojej synowej i nie chciała przeszkadzać ich miłości. Los to los. Tego nie oszukasz.