Skradacze – Jak jeździ się po poręczy i moja pierwsza wycieczka przed blok

Dziś wieczorem mój brat Piegus straszył u pana Karliczka, a ja, Milin, nie miałem co robić. Więc postanowiłem, że pójdę zobaczyć, jak wygląda przed blokiem.

Dziś cały dzień lało. Słyszałem dzieci, jak rozmawiają o tym, jakie świetne kałuże są na zewnątrz po deszczu i jak wspaniale jest w nich deptać i skakać. Muszę to też wypróbować!

Bajka na dobranoc - Skradacze – Jak jeździ się po poręczy i moja pierwsza wycieczka przed blok
Skradacze – Jak jeździ się po poręczy i moja pierwsza wycieczka przed blok

Poczekałem, aż blok mieszkalny zaśnie. Wyruszyłem po schodach w dół, ale ojej! Pani Simonowa myła podłogę i od piątego piętra każdy schodek ślizgał się gorzej niż chodnik w styczniu. Poślizgnęła mi się łapka. Ała. Au, au, ojej, ała. Zjechałem po schodach aż do półpiętra. Ale do windy już mnie nikt nie wciągnie. Którędy inaczej można by to zrobić? 

Wtedy zauważyłem, że wzdłuż całych schodów jest długa poręcz, wystarczająco szeroka, żeby mój brzuszek się na niej zmieścił. Wspiąłem się na nią, myślę, że nazywają to poręczą, położyłem się, puściłem i jupii! Jechałem! Co to była prędkość. Na zakrętach musiałem hamować, żeby nie spaść. Elegancko dotarłem aż na dół do wejścia. A ponieważ to było super, a schody już wyschły, wskoczyłem z powrotem na piąte piętro i zjechałem po poręczy jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. To była zabawa!

Prawie zapomniałem, że chciałem się chlapać w kałużach. Ostrożnie wymknąłem się tajnym przejściem obok drzwi wejściowych, o którym powiedział mi Piegus. Wszędzie była ciemność, świeciły tylko latarnie uliczne. Ale ja dobrze widziałem w ciemności. Znalazłem największą kałużę, przykucnąłem, zakołysałem bokami jak kot przed skokiem i hop! I chlup! Woda i błoto rozprysnęły się wokół mnie. Już rozumiem, dlaczego dzieciom się to podoba. To jest super!

Przeskakałem chyba wszystkie kałuże wokół naszego bloku mieszkalnego, aż miałem futro całkowicie przemoczone. Ale nie było mi zimno. Byłem tylko trochę brudny. Wkrótce jednak zacznie świtać i powinienem wracać do domu. I tak byłem już strasznie zmęczony. Doczołgałem się na piąte piętro, kiedy przyszło mi do głowy, że mógłbym jeszcze raz zjechać po poręczy, zanim pójdę spać.

Wskoczyłem na niego, puściłem się i fiu! To była jazda. Mokre futro ślizgało się o wiele bardziej i jechałem tak szybko, że nie mogłem się zatrzymać. Na zakręcie wypadłem z poręczy i uderzyłem w ścianę. Au! I z tą hańbą musiałem iść spać.

Następnego ranka obudziły mnie głosy naszych i mojego brata Piegusa.

– Ludzie mają obraz skradacza na ścianie! Na czwartym piętrze ktoś namalował kontur skradacza!- 

Co? Ludzie nas odkryli? To byłoby złe. Wymknąłem się z legowiska, żeby zobaczyć, co to mają na tym czwartym piętrze. No naprawdę! Zdjęcie skradacza blokowego, piękny kontur z przodu z rozłożonymi czterema nogami i ogonkiem. Cały ja. No, przecież to byłem ja.

– Który bydlak ubrudził ścianę błotem?- usłyszałem, jak narzeka pani Simonowa, ale już uciekałem do swojego legowiska.

Przecież nie jestem żadnym bydlakiem.

– Wygląda to, jakby ktoś odcisnął tam kota,- śmiał się pan Karliczek. – Chyba będziemy musieli pomalować korytarz, pani Simonowa.

– Tak, załatwię to zaraz w przyszłym tygodniu. Ale to dla mnie zagadka, jak to się pojawiło na tej ścianie.

Mnie to nie wydawało się takie zagadkowe, pomyślałem, gdy przyjemnie zmęczony zasypiałem po swojej nocnej przygodzie w swoim legowisku. 

Rate this post

Navigácia príspevkov

Wstaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

...