Pełzaki – drugie straszenie Milana

Poprzednie straszenie mi się nie udało. Mój braciszek Piegusek opowiadał o tym rodzicom jako o świetnym żarcie. Im wcale nie wydało się to takie śmieszne. Trochę się zezłościli i następnej nocy wysłali mnie straszyć piętro niżej.

Na pewno już wam mówiłem – jestem pełzakiem blokowym, więc moim królestwem jest blok, a moje pełzakowe straszenie… no cóż, po prostu mi nie wychodzi.

Rozprávka pre deti - Pełzaki – drugie straszenie Milana
Pełzaki – drugie straszenie Milana

Ale dziś muszę to naprawić, bo inaczej nie wpuszczą mnie już do pokoju dziecięcego. A ja bardzo chcę tam być. Kocham dzieciaki! Przecież mam je straszyć, gdy śpią, a tak naprawdę chciałbym się z nimi bawić. Ale czy to w ogóle możliwe, żeby straszydło bawiło się z dziećmi?

Dziś w nocy będę więc straszyć piętro niżej. Mieszka tam pan Karolek i według tego, co mówił Piegusek, powinno być łatwo troszeczkę popsuć mu nocny sen.

Zaraz po zmierzchu skradałem się do pokoju, w którym w łóżku śpi pan Karolek. No, pan Karolek to kawał chłopa. Zajmuje całe łóżko, a jego chrapanie słychać już od drzwi. Oddycha jak maszyna parowa. Nagle czuję się jak taka malutka duszyczka. Ja, taki drobiażdżek, ledwie cichutki brzdąc, mam przestraszyć takiego olbrzyma? Odpędzam strach, bo to zły doradca, i cichutko skradam się do łóżka. Przy tym wyciągam pazurki i wbijam je w dywanik. Więc kiedy idę, słychać tylko: skrrch, skrrch, skrrch.

Pan Karolek dalej sobie spokojnie oddycha. Drapanie wcale mu nie przeszkadza. Widzę, że spod kołdry wystają mu palce u stóp! To dla takiego skradacza jak ja prawdziwa uczta! Podchodzę i delikatnie drapię pazurkami po dużym palcu. Ale nie będę go gryźć – pachnie jak ser, a ja go nie lubię.

Nóżka trochę się szarpnęła. Spróbuję mocniej wbić pazurki w stopę. Drap, drap!

W jednej chwili się kulę, bo noga pana Karolka podskakuje i znika pod kołdrą. Pan Karolek przewraca się na bok. No nic, spróbuję z innej strony. Obejdę łóżko i zaraz widzę, którędy iść. Z szafki nocnej będę miał pana Karolka na wyciągnięcie łapki.

Wystarczy jeden zwinny skok, podciągam się do góry i już tam jestem. Wyciągam łapkę, żeby połaskotać pana Karolka w nos, kiedy nagle… CHRRRRRRRR!

„Uciekam!” – przelatuje mi przez główkę. W pośpiechu plączą mi się nóżki i bum! Spadam z szafki nocnej na mięciutki dywanik. Turlam się pod łóżko i tam czekam. Ale się wystraszyłem! Kolejnego warkotu z gardła pana Karolka już jednak nie słychać, więc chyba nie będzie tego powtarzać.

Ostrożnie wyglądam z kryjówki. Panu Karolkowi zwisa rączka z łóżka! Od razu do niej podbiegam i zaczynam ją delikatnie podgryzać moimi ostrymi ząbkami. Zanim zdążę się zorientować, rączka się podnosi i… o nie… poklepuje mnie po głowie jak pieska!

– Wytrzymaj, Mruczku, jeszcze za wcześnie na śniadanko – mamrocze pan Karolek do poduszki, a na dodatek głaszcze mnie po głowie.

No proszę! Co ty sobie wyobrażasz? Kto tu jest Mruczkiem, ty jeden uparciuchu!

Serduszko bije mi pod futerkiem ze strachu, a teraz jeszcze ze złości. Ręka zniknęła pod kołdrą, ale ja już wyginam grzbiet i szykuję się do skoku na łóżko. Nawet nie wiem, skąd mam tyle odwagi. Ale ona nagle znika, gdy za mną rozlega się syczenie. Zamiast skoczyć, odwracam się i patrzę – za mną stoi kocur. O rety. Prawdziwy Mruczek. Syczy i wygina grzbiet, więc ja też się wyginam i najeżam czarne futerko, jak tylko potrafię. Mruczek zaczyna groźnie, głęboko mruczeć.

– Mruczku, o rety, co cię dziś ugryzło? – odzywa się głos z łóżka.

Chcę zwiać, ale kocur blokuje mi drogę do korytarza. Pan Karolek siada, zapala lampkę i przez krótką chwilkę widzi, że kot na coś syczy. Na mnie – na małą, skuloną, czarną kuleczkę na dywanie.

– Ojejku! Szczur! Albo wielki pająk! Ratunku! – piszczy i naciąga na siebie kołdrę.

Mruczek przestraszył się jego głosu, a ja dzięki temu szybko przemknąłem na korytarz i hop – przez otwór do naszych tajnych przejść. Jeszcze słyszę wołanie: „Mruczku, łap to!”.

Zwinniutko przełażę do naszej norki. Serce mi wali, futerko jeszcze się trzęsie, tak samo jak całe ciałko pod nim. Ale w końcu w domu mogę powiedzieć, że kogoś naprawdę nieźle wystraszyłem. Całe szczęście, że pan Karolek boi się myszy i wielkich pająków. A Mruczek tylko patrzył zdziwiony na wrzaski swojego pana. Kto wie, co by się ze mną stało, gdyby było inaczej. Ale wszystko skończyło się dobrze.

Na dworze świta. W domu dostałem od rodziców pochwałę. Czas iść do łóżeczka. Ale tylko do popołudnia, żebym mógł potem po cichu podglądać, jak dzieci się bawią. To pa, idę spać!

Rate this post

Navigácia príspevkov

Wstaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

...