Ja i Mikołaj

Na skraju zaśnieżonego, wielkiego miasta stał mały, ale przytulny domek. W nim mieszkała rodzina – mama, tata, mój młodszy brat Tomasz i ja – Elżbieta. Pomimo wszystkich trudów, przez które musieliśmy przejść z powodu biedy, byliśmy naprawdę szczęśliwi. W naszej rodzinie królowała miłość, wdzięczność i skromność.

Mikołaj. Źródło obrazu: depositphotos.com

Choć nasze brzuchy nie zawsze były pełne, wierzyłam, że pewnego dnia to się zmieni. Bo nadzieja umiera ostatnia, a kiedy się tego nie spodziewasz, zaczynają się dziać cuda. Dlatego w młodym wieku znalazłam pracę przy sprzedaży gazet. Mama zawsze pakowała mi kawałek chleba, żebym nie chodziła głodna.

Dzięki zbliżającym się Świętom, zawsze otrzymywałam dodatkowy pieniążek. Pieniążek ten bardzo pilnowałam, by móc Tomkowi kupić na urodziny, które obchodził w Wigilię, jego ulubione świąteczne ciasto z piekarni. Wszędzie wokół rozbrzmiewają się Świąteczne piosenki, a powietrze wypełniają różne zapachy słodkich wypieków, owoców i wszelkiego rodzaju produktów, ozdób, świec, które wabią ludzi nie tylko zapachem, ale także kolorami i kształtami.

Podczas gdy ja oglądałam wszystkie stoiska, na końcu ciemnej ulicy nieznany pan trząsł się z zimna. Jego ubiór pokazywał, że podobnie jak moja rodzina, nie miał w życiu łatwo. Jego długa, siwa broda oblepiona była płatkami śniegu, które wplątały się w jego brodę, gdzie stopniowo zamieniały się w krople wody.

Podszedłam do niego i rozmawiałam z nim. Dowiedziałam się, że jest podróżnikiem, który był w wielu krajach i widział niesamowite rzeczy. Zapytał mnie, co robi tu taka młoda dziewczyna jak ja, więc opowiedziałam mu historię mojego życia. Później, ofiarowałem temu człowiekowi kawałek mojego chleba jako prezent świąteczny ode mnie. Z wdzięcznością przyjął mój prezent. W zamian jednak chciałam, aby opowiedział mi o swoich podróżach i doświadczeniach.

Tego wieczoru, po powrocie do domu, z entuzjazmem opowiadałam historie mojemu młodszemu bratu, aż oboje zasnęliśmy ze zmęczenia. 

Następnego ranka obudziłam się i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Pod kuchennym stołem znalazłem skrzynię pełną dukatów, a na stole leżały jeszcze ciepłe świąteczne ciasteczka i list. Podziękowania za mój dobry uczynek, za pokazanie, że na świecie są ludzie o czystych sercach i dobroci w duszy. A to dlatego, że choć sama miałam niewiele, to wciąż podzieliłam się jedynym kawałkiem chleba, który dała mi mama. Dalej powiedział mi, że nie był zwykłym człowiekiem, za którego się przebrał. Na końcu było imię, które zna każde dziecko na świecie. A imię to brzmiało Mikołaj.

4.6/5 - (21 votes)

Wstaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

...