Była raz jedna królowa, która miała córkę – księżniczkę Jaśminę. Król już dawno umarł, a królowa była stara, dlatego chciała, aby księżniczka wyszła za mąż i przejęła po niej koronę. Księżniczka jednak nie chciała być królową.
Chciała podróżować po świecie. Całymi dniami czytała o dalekich krajach i śniła o tym, że pewnego dnia je odwiedzi. Ale królowa nie chciała o tym nawet słyszeć. „Jesteś księżniczką! Nie możesz tak sobie wędrować jak jakaś włóczęga!

Coś ci się stanie, a co wtedy? Innego dziecka już nie mam. Co będzie z królestwem?”. Królowa płakała i płakała, lecz księżniczka nie wyrzekała się swego marzenia. Chciała zobaczyć dalekie krainy, poznać nowych ludzi i wreszcie ujrzeć morze!
W noc przed tym, jak miał przybyć do królestwa jej narzeczony, książę Mateusz, księżniczka wymknęła się z zamku, wsiadła na konia i pomknęła w dal. Królową wcześnie rano ogarnął wielki gniew. Najpierw była wściekła, lecz potem smutna i nieszczęśliwa. I tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Księżniczka nie wracała. Królowa straciła już nadzieję i pogodziła się z tym, że swojej ukochanej córki nigdy więcej nie zobaczy. Jedyną jej podporą był książę Mateusz, który opiekował się nią i zamkiem. On także żywił nadzieję, że Jaśmina powróci i zechce za niego wyjść.
Gdy minął cały rok, przez zamkową bramę przejechała nieznajoma jeźdźczyni. Ludzie ją rozpoznawali i wołali na jej cześć. Królowa wraz z księciem Mateuszem wyszła z zamku i oni także rozpoznali zaginioną Jaśminę. Była wprawdzie inaczej ubrana, miała skórę opaloną od słońca i jaśniejsze włosy, lecz to wciąż była ona. Upadła na kolana i przeprosiła.
Królowa ją wyściskała i przebaczyła jej. Księżniczka była zadowolona. Spełniła swoje marzenie – i teraz już mogła zostać królową. Odbyło się wielkie wesele.