Jurek spędzał święta wielkanocne u babci. Mama i tata musieli wyjechać w podróż służbową, więc wysłali go na kilka dni do niej. Jurek był zachwycony – u babci zawsze dobrze się bawił.
Całe dnie spędzał na dworze, bawił się ze zwierzętami i spotykał przyjaciół, których uwielbiał. Jednego tylko nie znosił: babcia bardzo surowo przestrzegała wielkanocnych tradycji.

Gdy Jurek usłyszał, że w Zielony Czwartek babcia będzie gotować szpinak, bo „trzeba zjeść coś zielonego”, wpadł w złość. On? Szpinak? Nigdy! Fuj, fuj, fuj! Babcia zmarszczyła brwi.
“Jak nie chcesz, to nie jedz. Ale nic innego dziś nie dostaniesz.”
Jurek wzruszył ramionami. Wytrzyma jeden dzień. Nic go nie zmusi do zjedzenia tego obrzydliwego szpinaku. Nawet jeśli wcale nie wiedział, jak smakuje, bo nigdy go nie próbował. Ale wszyscy mówili, że jest niedobry – więc uwierzył.
Wieczorem poszedł spać bez kolacji. Brzuch burczał mu straszliwie, ale był dumny… przynajmniej do północy. Wtedy duma wyfrunęła przez okno, a Jurek zakradł się do kuchni. Na stole stało jakieś ciasto. Pachnące, miękkie, apetyczne. Weźmie tylko jeden kawałek… jeden malutki… Skończyło się na tym, że zjadł wszystkie.
Rano obudziła go roześmiana babcia: “No proszę! Jednak spróbowałeś szpinaku! Cieszę się, Jurku!”. Jurek zamrugał, nie rozumiał. Dopiero po chwili dotarło do niego, co się stało.
To ciasto było szpinakowe! A wcale nie było złe!