Gdzie było, tam było, było sobie raz pewne jezioro, a w tym jeziorze rządziła Rybia Królowa. Mogłaby być szczęśliwa i spokojna, lecz nie była. Zakochała się bowiem w księciu, który codziennie przychodził nad jezioro i łowił ryby.
Bardzo chciałaby się na niego gniewać, że zabierał jej rybki, lecz nie mogła – bo bardzo go kochała. Ale jak się do niego dostać? Jak go poznać? Jak z nim być?

Rybia Królowa długo zastanawiała się, co zrobić, i w końcu podjęła decyzję: przemieni się w rybę i pozwoli się złapać. Dobrze zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństw, które jej groziły, ale nie mogła inaczej – przynajmniej przez chwilę będzie z nim!
Jak postanowiła, tak też uczyniła. Przemieniła się w rybę i, gdy książę znów przyszedł nad jezioro łowić, sama wskoczyła mu do sieci. Książę się ucieszył. Tak szybko jeszcze nigdy ryby nie złapał. A jaka piękna była ta ryba! Piękniejsza niż wszystkie inne, które dotąd złowił. Była cała złota, a oczy miała niebieskie – bardziej niebieskie niż jakikolwiek ocean.
Księciu zrobiło się żal rybki. Poprosił o wielką, głęboką miskę z wodą i tam ją włożył. Całymi dniami patrzył na nią, jak pływa, przemawiał do niej i zwierzał się jej. Gdy książę zasnął, Rybia Królowa przemieniła się z rybki w swoją pierwotną postać, usiadła przy nim i teraz to ona przemawiała do niego. Głaskała go po włosach i śpiewała mu piękne piosenki. Tak to trwało całe miesiące.
Pewnej nocy książę się jednak obudził. Usłyszał, że jakiś piękny głos mu śpiewa, i poczuł dotyki na swoich włosach. Wstrzymał oddech, lecz się nie odwrócił. Tak było też przez kolejne dni. Książę zakochał się w nieznanej dziewczynie, która przychodziła do niego nocami, lecz wciąż nie miał odwagi odwrócić się i spojrzeć na nią.
Aż pewnej nocy przestał udawać, że śpi, i zaskoczył Rybią Królową. Musiała mu powiedzieć prawdę. Książę był szczęśliwy, przeszczęśliwy, a ponieważ już dawno był w niej zakochany, poprosił ją o rękę. I odbyło się wielkie wesele.