Takiego upalnego lata nie pamiętał nawet stary Hubert. W piwnicy zrobiło mu się cieplej o dwa stopnie i już szukał nożyczek, żeby zrobić sobie letnią fryzurę futra. Co mieliśmy jednak powiedzieć my, którzy mieszkamy na ostatnim piętrze bloku mieszkalnego?
Moje ukochane dzieci wyjechały z rodzicami na wieś nad wodę, pani Simonowa wzięła urlop i wyjechała gdzieś w góry, a pan Karliczek kupił sobie lody, które ukradł mu Piegus i zjadł, więc pan Karliczek musiał pojechać i kupić nowe.

W bloku mieszkalnym było pusto i tak gorąco, że nawet w nocy nie mogliśmy dobrze spać.
– A może byśmy też pojechali nad wodę?- pomyślał pewnego popołudnia Piegus, przewracając się w legowisku i sapiąc z gorąca.
– Skradacze blokowi zasadniczo nie opuszczają swojego bloku. – zacytowałem zasadę ze szkoły.
– Nie twierdziłem, że gdzieś pojedziemy. Z bloku nie wystawimy nawet łapki. Pani Simonowa ma w domu morze i myślę, że czas wyjechać na wakacje.
– Morze? Jak mogłaby mieć morze w mieszkaniu? – nie rozumiałem.
Ale Piegus uśmiechnął się, jakby zjadł całą mądrość świata (na razie to były tylko lody), i skinął mi, żebym za nim poszedł.
Prześlizgnęliśmy się korytarzami do mieszkania pani Simonowej. Piegus szedł pewnie na czele i wkrótce znaleźliśmy się nad morzem. Ale było takie kanciaste, w książkach wyglądało trochę inaczej.
– Wykonam skok pływacki za łapami, patrz. – Piegus wypiął dumnie pierś, wspiął się na szafkę, stanął na krawędzi tej przezroczystej skrzynki z wodą i wykonał elegancki skok.
Piegus z pluskiem wpadł do wody, aż trochę wody wylało się przez brzeg i zmoczyło dywan.
– No dalej, spróbuj, jaka jest woda. – wołał do mnie i pływał w tym dziwnym baseniku.
Wspiąłem się więc również na górę i ostrożnie zamoczyłem w wodzie jedną łapkę.
– Jest mokra. – powiedziałem. – Ale przyjemna.
– No to szybko za mną.
Piegus wziął oddech, wstrzymał go i się zanurzył. Zniknął gdzieś pod powierzchnią między zielonymi roślinkami i ozdobnymi kamykami.
Wskoczyłem do środka. Plusk! Wow, to było przyjemne. Od razu zaczęliśmy się z Piegusem gonić, chlapiąc się wodą, kiedy nagle coś się o mnie otarło.
– Co to było?
– Pewnie kwiatek, co by to miało być. – machnął na to ręką Piegus.
– To nie był kwiatek, to było coś czerwonego.
– To pewnie ryba. One też są w morzu.
Wspiąłem się na brzeg kwadratowego morza. Patrzyłem, czy zobaczę tam te ryby. Ale Piegus robił fale, że ledwo widziałem dno. Nagle jednak Piegus wrzasnął.
– Au! Coś mnie ugryzło w ogonek!
W mgnieniu oka znalazł się na komodzie obok morza i kręcił się w kółko, próbując dosięgnąć swojego ogonka. Miał na nim przyczepioną pomarańczowo-czerwoną rybę.
– Wytrzymaj, zaraz ci to zdejmę.
Szybko podskoczyłem do niego i złapałem rybę w zęby. Była mokra i słona, fuj. Od razu wyplułem ją z powrotem do morza.
– Jesteś cały?
Piegus jeszcze raz obejrzał swój ogonek, potem pokiwał głową.
– To pech. Baba chyba ma piranie. Koniec z kąpielą.
– Szkoda, mokre łobuzy. Było całkiem orzeźwiające. – zgodziłem się i patrzyłem, jak stado gryzących rybek połączyło się i szczerzyło na nas zęby.
– Nikt inny tutaj w bloku mieszkalnym nie ma już akwarium. – powiedział smutno Piegus.
– Akwarium? Co to jest?
– To jest nasze morze, głuptasie. Chodź, pójdziemy się ochłodzić do lodówki.
I tak się chłodziliśmy w lodówce. Nie było źle, ale muszę przyznać, że kiedy przenieśliśmy się do lodówki pana Karliczka, było lepiej. Miał tam mnóstwo smakołyków. Z pełnym brzuchem i ochłodzeni, przetoczyliśmy się do legowiska, gdzie bardzo dobrze się wyspaliśmy.
Następnego dnia gwałtownie się ochłodziło i upały szczęśliwie się skończyły. Pani Simonowa wróciła z wakacji i głośno karciła swoje rybki, że podczas jej nieobecności chlapały i wylały połowę akwarium na dywan, który teraz może co najwyżej wyrzucić. Pan Karliczek chętnie przyszedł jej pomóc zwinąć dywan i wynieść na zewnątrz.
Wielkie ochłodzenie spowodowało, że w piwnicy temperatura spadła o pięć stopni poniżej normy, więc nasz stary Hubert trząsł się jak osika. Bo już się ostrzygł. Trochę przesadził, że wyglądał jak te nagie pieski.
Aby nam nie zmarzł, wybraliśmy się z Piegusem na strych, wyszperaliśmy tam stary sweterek dla szczeniąt z obrazkami reniferów, drzewek i płatków śniegu i ubraliśmy w niego Huberta. Życzyłbym wam to zobaczyć, wyglądał jak wystraszony kot pod choinką. Śmialiśmy się jeszcze w legowisku.
Dobranoc, dzieci, i nie pływajcie w akwarium. Albo najpierw sprawdźcie, jakie rybki tam mieszkają, żebyście nie skończyli jak Piegus.