Pewnego dnia mała jasnowłosa dziewczynka o imieniu Patrycja wybrała się razem ze swoją mamą do świątecznego miasteczka. Gdy tak szły pięknie udekorowanymi ulicami, wszędzie unosił się zapach gorącej czekolady, pachnącego ponczu i rozmaitych słodkich przysmaków. Błyszczące stoiska roiły się od ludzi, którzy chłonęli prawdziwą świąteczną atmosferę.
– Chciałabym gorącą czekoladę! – zawołała Paćka wesoło, gdy zobaczyła stoisko z fontanną gorącej czekolady. Z mamusią wyruszyły do błyszczącego stoiska, gdzie pani w mikołajowej czapce robiła pyszną czekoladę.

– Dzień dobry, poproszę dwie gorące czekolady. – powiedziała mamusia grzecznie i podała pani pieniądze. Ta z uśmiechem podała im gorący napój. Paćka już miała się napić, gdy nagle zawiał silny, zimny wiatr i z jej głowy odleciała pikowana czerwona czapka.
– Moja ulubiona czapka! – wykrzyknęła Paćka smutno i patrzyła, jak jej czapka ginie gdzieś w oddali. Mamusia z córeczką nie wahały się i ostrożnie z napojem w ręku wyruszyły szukać czapki. Szukały i szukały jej między ludźmi i straganami, ale po czapce nie było ani śladu, jakby zapadła się pod ziemię.
– Musimy ją znaleźć. – powiedziała dziewczynka smutno i dopiła swoją gorącą czekoladę. Bardzo lubiła czerwoną czapkę, dostała ją od swojej babci.
– Chodź, sprawdzimy, czy wiatr nie zaniósł jej jeszcze tam! – powiedziała mamusia i wzięła córeczkę za rękę. Przeciskały się tłumy ludzi aż do wielkiej błyszczącej świątecznej choinki, która wznosiła się pośrodku placu.
– Ta choinka spełnia nawet najskrytsze życzenia. – powiedziała mamusia córeczce.
– Proszę, proszę, żeby moja czerwona czapka wróciła do mnie. – życzyła sobie dziewczynka pod wielką świąteczną choinką i ściskała ręce w modlitwie. I wtedy nagle jej wzrok padł na starego pana, który klęczał na kawałku koca, oparty o zniszczone drzwi i prosił o pieniądze. Siwowłosy pan trzymał w rękach małą czerwoną czapeczkę i ze zdziwieniem ją podziwiał, zastanawiając się, jak do niego trafiła. Na głowie miał dziurawy kapelusz i naprawdę niewiele posiadał. Dziewczynka nie wahała się i pobiegła prosto do niego, mamusia była tuż za nią.
– Dzień dobry, panie. Przecież pan znalazł moją czapeczkę! – zawołała dziewczynka z radością w głosie. Starszy pan uśmiechnął się nieśmiało do dziewczynki.
– Przyleciała prosto do mnie. No, weź ją z powrotem. – powiedział do niej pan i w dziurawych rękawicach podał jej czapeczkę. Mamusia i Patka podziękowały panu i wyruszyły z powrotem do świątecznych straganów.
– Mamo, widziałam, że ten pan niewiele miał, czy nie mogłybyśmy mu trochę pomóc? Przecież on też mi pomógł i znalazł moją czapkę. – przyszło nagle do głowy małej Patce. Mamusie ten pomysł bardzo się spodobał. To przecież Boże Narodzenie i ludzie powinni sobie pomagać bez względu na to, jacy są. Mamusia i Patka wyruszyły do straganu, gdzie sprzedawano dziane szaliki, rękawice, czapki. Mamusia z Patką kupiły parę rękawic, czapkę i także kawałek ciasta. Potem poszły do stoiska, gdzie sprzedawali gorącą herbatę. A potem wróciły na miejsce, gdzie siedział stary pan.
Patrycja podała mu czapkę i grube dziane rękawice, a mamusia podała mu gorącą herbatę i ciasteczko.
– Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i dziękuję za uratowanie mojej czapki! – powiedziała dziewczynka z uśmiechem. Stary pan był wzruszony. Już dawno nikt mu nic nie dał i wszyscy go tylko omijali i rzucali na niego brzydkie spojrzenia. Tym razem jednak było inaczej. Dziewczynka i mamusia podarowały mu cenne rzeczy, a jednocześnie to, co najcenniejsze. Ich ciepłe uśmiechy i uwagę.
– Dziękuję Państwu! To jest świąteczny cud! – powiedział stary pan ze łzami w oczach i podziwiał dary, które właśnie otrzymał.
– Na Boże Narodzenie niech będzie Panu ciepło! – zawołała mamusia, gdy od niego odchodziły. Dziewczynka jeszcze mu pomachała, a pan uśmiechnął się do nich miło i pomachał im z powrotem. I tak Paćka z mamusią uczyniły o coś piękniejszym Boże Narodzenie dla kogoś, kogo inni ludzie tylko omijali. Czerwona czapka stworzyła ten niezwykły cud.