Był sobie przystojny młodzieniec, który mieszkał głęboko w lesie ze swoją mamą, czarodziejką. Niedaleko, w chatce, mieszkała też dziewczyna – przepiękna, o twarzy białej jak śnieg i ustach czerwonych jak róża. Nie pochodziła z bogatej rodziny, ale jej serce było ze złota.
Każdego ranka chodziła do studni po wodę, gdzie spotykała się z Tomaszem. Zawsze pomagał jej z ciężkimi wiadrami i potrafił rozbawić ją nawet wtedy, gdy miała trudny dzień. Oboje z każdym dniem byli coraz bardziej pewni, że ich serca biją jedno dla drugiego. Jednak pewnego dnia Kasia czekała na Tomasza przy studni, jak co rano, lecz Tomasza nigdzie nie było.

Zabrała się więc do pracy sama, myśląc, czy nie stało mu się coś złego. Nie chciała jednak od razu myśleć ponuro, ale w powietrzu czuła, że coś jest nie tak. Wszystko się potwierdziło, gdy przez kolejne dni nikt nie pojawił się przy studni. Kasia smutno usiadła na wiadrze naprzeciwko studni i zapłakała: „Gdzie się podziałeś, mój kochany? Czy rozpłynąłeś się w powietrzu, czy już mnie nie kochasz?” W tej chwili na studni usiadł czarny kruk i zakrakał. Potem tylko cicho obserwował dziewczynę, przeczesując swoje pióra czarne jak węgiel.
Kasia otarła łzy, które wypłynęły jej na myśl o Tomaszu, i powoli podeszła do studni. Delikatnie pogłaskała skrzydła kruka i powiedziała: „Przynajmniej ty będziesz tu ze mną, żeby praca nie dłużyła mi się tak bardzo.” Każdego dnia dziewczynka jak zwykle chodziła po wodę do studni, ale od tamtej pory już ani nie śpiewała, ani się nie uśmiechała. Zamiast tego zawsze z jej oczu spłynęło kilka łez za ukochanym, który nagle ją opuścił, a ona nawet nie wie dlaczego. Jedynym, kto jej pozostał, był kruk, który każdego ranka czekał na nią przy studni, a ona mogła z nim porozmawiać i opowiedzieć mu o swoich troskach.
Baśń o miłości i wylanych łzach, która przełamuje nawet złą klątwę.
Tysiąc łez, Aniczka I.
Tak mijały dni, powoli miesiące, a nawet lata, aż nadszedł dzień, gdy przy jej domu zatrzymał się młody i bardzo bogaty kupiec, który potrzebował noclegu. — Macie piękną córkę, ale i bardzo zdolną. Lepszego jedzenia jeszcze nie jadłem — chwalił kupiec po kolacji, a rodzice uśmiechnęli się dumnie. — Byłaby z niej dobra żona. Dobrze bym o nią dbał i dałbym jej wszystko, o co by poprosiła — powiedział, a gdy Kasia to usłyszała, poczuła ukłucie smutku w sercu.
— Ręka naszej córki jednak jeszcze do nikogo nie należy, ale i my chętnie przyjęlibyśmy zięcia takiego jak pan — rzekł radośnie ojciec, i tak obiecali kupcowi rękę Kasi. Wkrótce zaczęto szykować wesele Kasi i kupca, który nie mógł się doczekać swojej narzeczonej. Jednak mimo trzech lat, które już minęły, Kasia wciąż nie mogła zapomnieć o Tomaszu. On był jej prawdziwą miłością. Nawet kiedy w dniu ślubu zakładała swoją sukienkę, płakała i żaliła się. Nagle jednak na chmurze pojawił się czarny kruk, którego widywała przy studni.
– Więc to przyszłeś zobaczyć mnie po raz ostatni? Od teraz będę mieszkać ze swoim mężem. Nawet nie wiesz, jak bardzo brakuje mi Tomasza. Gdybym tylko mogła poślubić właśnie jego – smuciła się Kasia, chowając twarz w dłoniach. – Możesz to zrobić, Kasiu – odezwał się głęboki męski głos, a Kasia niemal zemdlała. Nagle, po latach, stanął tam Tomasz, a ona od razu z radości rzuciła mu się w ramiona. – Jak to? – zapytała, a jej ukochany złożył pocałunek na jej czole.
– Moja matka nie chciała, żebym się z tobą ożenił, więc mnie przeklęła. Zamieniłem się w kruka i mogłem znów stać się człowiekiem tylko wtedy, gdyby ktoś z prawdziwej miłości uronił dla mnie tysiąc łez. Nie wierzyłem, że to się stanie, ale ty tego dokonałaś. Dlatego, jeśli kochasz mnie tak, jak ja ciebie, wyjdziesz za mnie? – powiedział Tomasz i uklęknął przed Kasią. Ona z radością kiwnęła głową i wtedy na dworze zaczął padać śnieg. Kasia od razu zerwała zaręczyny z kupcem i choć rodzice nie byli z tego zadowoleni, Kasia w końcu była szczęśliwa u boku mężczyzny, którego kochała. Jeszcze tego samego roku na Boże Narodzenie pobrali się i żyli razem szczęśliwie.
Baśń o miłości i wylanych łzach, która przełamuje nawet złą klątwę.