Tysiąc smoków

Król Gabriel nerwowo przechadzał się po swojej komnacie. Każdy widział, że trapi go jakieś wielkie zmartwienie ale nikt nie wiedział, jak mu pomóc.

Zmartwienie króla Gabriela wiązało się z jego największą dumą – stadem smoków, które było jego oczkiem w głowie. Stado składało się z tysiąca pięknych, dorodnych smoków i król poświęcał mu każdą wolną chwilę. Własnoręcznie karmił smoki i polerował ich łuski, a gdy któryś zachorował, król wołał na pomoc starego mędrca Bałabucha. 

Teraz jednak głowę króla Gabriela zaprzątało poważne zmartwienie. Jeden ze smoków gdzieś zginął. Jeszcze wczoraj wieczorem smoków był równy tysiąc, ale dziś rano, po przeliczeniu okazało się, że zostało ich tylko 999. Król przeliczył smoki kilka razy, poprosił też o pomoc Bałabucha, ale za każdym razem wynik był taki sam. Brakowało jednego smoka.

Król martwił się więc o swojego smoka i od rana nie mógł skupić się na niczym innym. Doradcy i dworzanie mówili mu, że nie ma się czym przejmować, ponieważ to tylko jeden smok. Król Gabriel martwił się jednak, bo bardzo kochał każdego ze swoich smoków i zależało mu na tym, żeby żadnemu z nich nie stało się nic złego.

Tymczasem mędrzec Bałabuch ciężko pracował nad znalezieniem zagubionego smoka. W swojej pracowni od rana przygotowywał miksturę, która pozwalała śledzić drogę przebytą przez gada. Mikstura ta barwiła się na zielono w miejscu, w którym smok postawił swoją łapę. Jej przyrządzenie zajmowało kilka godzin, toteż już wkrótce była gotowa i Bałabuch wyruszył z małą buteleczką na poszukiwanie smoka.

Swoje poszukiwania Bałabuch rozpoczął od zagrody smoków. Mikstura wyraźnie wskazywała, że jeden z gadów przeszedł w nocy przez dziurę w ogrodzeniu i skierował się w stronę lasu. Bałabuch poszedł w tę samą stronę, szukając dalszych tropów. Te prowadziły przez las, a następnie na wzgórza.

W końcu, po dwugodzinnej wędrówce, Bałabuch dotarł do jaskini. Ślady wskazywały, że smok wszedł do środka, toteż i mędrzec skierował tam swoje kroki. Przeszedł przez szeroki korytarz, następnie olbrzymią komnatę i kolejny korytarz. Ten był jednak dużo węższy od pierwszego. Po kolejnych paru minutach Bałabuch dostrzegł, że korytarz się kończy, ale nie skałą, a czymś oślizłym. Gdy podszedł bliżej zrozumiał, że jest to cielsko smoka, który utknął w zwężającym się korytarzu. Nie zwlekając podszedł więc do smoka i pomógł mu się wyswobodzić, a następnie wyprowadził go z jaskini.

Po wyjściu na światło dzienne Bałabuch zbadał smoka i dokładnie mu się przyjrzał. Na szczęście smokowi nie stało się nic poważnego – ostre skały zadrapały go w kilku miejscach, ale to wszystko. Niedługo się zagoi. Bałabuch odprowadził więc smoka z powrotem do zagrody i poszedł przekazać radosną nowinę królowi. Ten niezwykle się ucieszył i obsypał starego mędrca złotem i klejnotami, a wieczorem wyprawił na jego cześć wspaniałą ucztę. Wcześniej jednak własnoręcznie naprawił dziurę w ogrodzeniu i opatrzył wszystkie rany zagubionego smoka, bo bardzo zależało mu na każdym ze smoków i nie chciał, żeby któremukolwiek z nich stała się jakaś krzywda.

5/5 - (1 vote)

Wstaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.