Adaś był małym chłopcem, który ze wszystkiego najbardziej nie znosił warzyw. Najchętniej jadłby tylko słodycze lub potrawy, w których nie ma żadnych warzyw. Słodycze to wprawdzie wspaniałe przysmaki, ale przecież potrzebujemy też witamin z owoców i warzyw, żeby być zdrowymi i ładnie rosnąć.
Pewnego razu, gdy Adaś siedział przy stole, patrzył ponuro na swój talerz. Był czas sobotniego obiadu i mamusia właśnie przyniosła mu jedzenie. Na talerzu był ryż, kawałek mięsa i oczywiście – to, czego tak bardzo nie znosił, jego wróg – warzywa. Obok ryżu leżała marchewka i brokuły. Adaś zjadł ryż i mięso, ale warzyw nawet nie dotknął.

– Wiesz, że nie lubię warzyw! – powiedział chłopiec i odepchnął talerz. Mamusia i tatuś spojrzeli na siebie.
– Warzywa są zdrowe, wiesz, że musisz je jeść. – odpowiedziała mamusia, a tatuś tylko przytaknął.
– Kiedy je zjesz, będziesz silny i kiedyś zostaniesz wielkim policjantem, jak sobie życzysz. – dodawał mu otuchy tatuś.
– Fuj! Ale mi to nie smakuje. – odburknął chłopiec i zmarszczył brwi na śmieszną marchewkę i brokuły, które miały zabawne kędzierzawe zielone włosy.
– Na jedzenie nie mówi się fuj, co by za to dali inni ludzie, którzy nie mają takiego szczęścia! – upomniała go mamusia. Ale Adaś nie dał się przekonać i nawet nie dotknął warzyw.
Mamusia westchnęła i przez chwilę zastanawiała się. Wiedziała, że Adaś naprawdę nie lubi warzyw, ale jednocześnie wiedziała, jak są ważne. I choćby tylko troszeczkę – musi je jeść. Wtedy wpadł jej do głowy pomysł.
Następnego dnia w domu rozszedł się zapach niedzielnego obiadu. Wszyscy siedzieli przy stole, na którym stała smakowita kremowa zielona zupa. Obok niej leżały spaghetti z czerwonym sosem. To był mały sekret mamy – zmiksowała brokuły i zrobiła z nich zupę, a do sosu na spaghetti dodała oprócz sera i mięsa także zmiksowane pomidory. Adaś nabrał łyżeczkę i spróbował zupy.
– Jest wyśmienita! – powiedział i zanim się zorientował, miał talerz pusty. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że właśnie zjadł te warzywa, których wczoraj nie chciał. Potem zabrał się za spaghetti z sosem. Zjadł je również całe.
– Widzisz, jak będziesz tak jeść, to wyrośniesz na silnego i dużego chłopca! – pochwalił go tatuś.
– Nawet nie wiesz, że były tam schowane warzywa. Tylko trochę inaczej – były zmiksowane. Widzisz, nawet warzywa mogą być dobre! – zaśmiała się mamusia – a Adaś zaśmiał się razem z nią. Obiad naprawdę mu smakował.
Od tego dnia mamusia zaczęła przygotowywać warzywa zawsze trochę inaczej. Chowała je w zupach lub sosach. Adaś wprawdzie nadal nie lubił zwykłych warzyw, ale zmiksowane w jedzeniu – te mu smakowały. A w końcu, gdy był starszy, zdał sobie sprawę, że nawet te zwykłe warzywa są właściwie dobre.
I tak mały blond chłopiec nauczył się, że warzywa to nie jego wróg, ale właściwie przyjaciel, który dodaje mu siły i pomaga nie tylko rosnąć, ale przede wszystkim być zdrowym.