Była sobie raz dziewczynka o imieniu Stella. Mieszkała z mamusią i tatusiem w dużym mieszkaniu na skraju miasta. Ale to ich mieszkanie wcale nie wyglądało zbyt pięknie. Stella miała bowiem jedną złą cechę. Nie chciała po sobie sprzątać. A co gorsza, była prawdziwą bałaganiarą.
Na początku to nie było takie straszne. Bo przecież posprzątać po niej talerz ze stołu albo przetrzeć ubrudzony obrus, to nie taki wielki problem. Ale na tym się nie kończyło. Mamusia codziennie zbierała po podłodze opakowania po ciasteczkach.

Tata wszędzie znajdował brudne skarpetki, które dziewczynka zdejmowała tam, gdzie akurat jej się zachciało, i zostawiała je tam na podłodze. Tak samo robiła z papierkami, ołówkami, zabawkami, ubrankami i resztkami jedzenia.
Oboje rodzice byli tak zmęczeni tym wiecznym sprzątaniem, że postanowili zostawić Stellę w jej pokoiku, gdzie przynosili jej jedzonko i inne rzeczy, żeby nie nabałaganiła w całym mieszkanku. Myśleli, że jak Stella nie będzie miała już gdzie w pokoiku stanąć, to w końcu posprząta po sobie. Ale gdzie tam.
Fakt, że nieporządek Stelli nie jest normalny, jako pierwsza zauważyła jej mama. Właśnie niosła Stelli zupkę na obiad. Otworzyła drzwi do pokoju córki, przeskoczyła górę pluszaków, zgrabnie przeskoczyła rozrzucone lego, przetańczyła między laleczkami, ale kiedy już zbliżała się do stoliczka, zobaczyła stertę pogniecionych papierów. Mamusia nie zdążyła już postawić stopy gdzie indziej. Kiedy nastąpiła na papier, noga jej się poślizgnęła. Pod papierami leżały jeszcze porozrzucane autka. Mamusia upadła, rozlała zupkę i jeszcze nabiła sobie siniaka o plastikowego dinozaura.
– Mężu, to przecież nie jest normalne. W jej pokoiku jest gorzej niż w śmietniku – mówiła mamusia, kiedy brała czyste ubranko.
– Masz rację, powinienem z nią porozmawiać – przyznał tata. – A skąd masz tego siniaczka?
– Ugryzł mnie dinozaur. No już, idź, bo inaczej będziemy musieli poszukać specjalisty.
– Chyba nie jest tak źle – zaśmiał się tata i poszedł do Stelli.
– Kiedy tata wszedł do pokoiku, nigdzie nie zobaczył córki.
– Stellciu? Jesteś tutaj?
– Tak, tutaj… Bawię się plasteliną – odezwała się dziewczynka spod sterty śmieci i zabawek gdzieś po lewej stronie.
– Stello, trzeba tu posprzątać. A ty musisz nam w tym pomóc – powiedział tata.
– No dobrze – odezwała się Stella.
Tata był zaskoczony, że poszło to tak łatwo. Ale nie cieszył się zbyt długo. Stella tylko przerzuciła bałagan z kąta w kąt, zrobiła ścieżkę od drzwi do stolika i do łóżka, więc teraz wyglądało to jak dróżki między wysokimi zaspami śniegu. Tylko że to wcale nie był śnieg, tylko sterta śmieci, resztek jedzenia, ubranek i zabawek.
Rodzice więc postanowili poradzić się specjalisty. Generał Prost miał w mieście bardzo dobrą opinię. Po wojnie przez pewien czas sprzedawał środki czystości, a teraz specjalizował się w nieporządnych dzieciach i uczył je porządku.
Generał Prost przyjechał wcześnie rano i od razu popędził do drzwi pokoju Stelli. Rodzice próbowali go zatrzymać, mówiąc, że dziewczynka jeszcze śpi. Ale generał nie dał się powstrzymać, wyważył drzwi i zaczął krzyczeć:
– Wstawać! Sprzątamy! Śmieci do kosza, zabawki na półki, ubranka do szafy! Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa!
Stella była tak zaskoczona, że bez słowa wyskoczyła z łóżka i zaczęła porządkować bałagan.
– Ząbki umyć, ubrać się, uczesać! – wydawał kolejne rozkazy generał Prost. – Śmieci złapać i do śmietnika!
Rodzice z otwartymi buziami patrzyli, jak Stella sprząta, biegnie wyrzucić śmieci do śmietnika, a nawet się ubrała. Zazwyczaj cały dzień spędzała w piżamce.
– Spocznij! – zagrzmiał w końcu po południu generał Prost i puścił dziewczynkę do jej pokoiku.
Rodzice nie szczędzili podziękowań, bo generał Prost dokonał rzeczy niemożliwej. Nauczył ich córeczkę sprzątać. Przecież jej pokoik jest teraz jak spod igły.
– Sprzątanie wymaga porządku i dyscypliny – oznajmił generał, zostawił rodzicom parę czyścików do kuchni gratis i poszedł do następnego bałaganiarza.
Ale jak tylko drzwi za generałem się zamknęły, Stella zdarła z siebie ubranka, głośno narzekając, porozrzucała je po podłodze, ze złości powyrzucała zabawki z półek, ubranka z szafy też natychmiast wylądowały na podłodze, jeszcze je porządnie pogniotła, a na koniec wysypała na to wszystko ziemię z doniczki. Ubrudzona wskoczyła do łóżka i ubrudziła kołderki.
Rodzicom zostały tylko oczy do płaczu. Ich Stella jest nie do naprawy. A już myśleli, że generał Prost ją wyleczył. W przyszłym roku Stella powinna pójść do szkoły. Czy takiego bałaganiarza można w ogóle wypuścić między ludzi?
Pewnego razu Dziadek z Babcią przyjechali w odwiedziny, żeby złożyć Stelli życzenia urodzinowe.
– Gdzie jest moja kochana wnuczka? – zapytała Babcia i wpadła do pokoju Stelli.
Musiała się nieźle postarać, żeby w ogóle zmieścić się do pokoju. Bałagan sięgał jej aż po szyję. Kiedy Babcia pływała w bałaganie i próbowała znaleźć w nim Stellę, Dziadek postanowił zrobić to inaczej.
– Wiesz, że kiedyś byłem śmieciarzem? Zadzwonię do kolegów z pracy, żeby podstawili mi kontener i wszystko tam wyrzucimy. Inaczej raczej Stelli tu nie znajdziemy.
Chwilę później przed domem stał już kontener, a Dziadek z Babcią wyrzucali góry bałaganu przy pomocy łopaty do śniegu. Tymczasem rodzice wrócili z zakupów. Tłumaczyli Babci i Dziadkowi, że ten cały wysiłek jest na nic, bo Stella i tak w jeden dzień zrobi w pokoju taki sam bałagan. Ale Babcia z Dziadkiem wcale się tym nie przejmowali.
Wieczorem pokój Stelli znów był jak nowy. Ale gdzie podziała się Stella? Posprzątali cały pokój, a Stelli nigdzie nie było.
Ale nikt nie miał już siły się tym przejmować, bo całodniowe sprzątanie tak wszystkich zmęczyło, że zjedli ciasteczka i poszli spać. Ale gdzie podziała się Stella? Mamusia myśli, że Stella tajemniczo zniknęła. Tata uważa, że Stella uciekła z domu podczas sprzątania, żeby nie musiała sprzątać. Babcia z kolei jest pewna, że Stellę po prostu zjadł ten bałagan. A Dziadek? On tylko się śmieje i wszystkim opowiada historyjki z czasów, kiedy był jeszcze śmieciarzem.
Tak naprawdę Stellę przez przypadek wynieśli zawiniętą w śmieciach do kontenera. Śmieciarze zabrali ten kontener na wysypisko, gdzie Stelli tak się spodobało, że nawet nie chciała wracać do domu i została tam mieszkać wśród śmieci. Do dziś pomaga tam śmieciarzom wysypywać śmietniki i jest szczęśliwa, że już nie musi sprzątać.